Lektury

Chcesz dostać pracę? Zapłać stówkę! Czyli jak Filharmonia w Koszalinie chciała skrzypków rekrutować?

Filharmonia Koszalińska postanowiła znaleźć muzyka do swojego zespołu – formuła ogłoszenia i rekrutacji spowodowała jednak, że instytucja znalazła się na ustach całego środowiska HR. Niektórzy powołują się na Prawo Pracy i mówią, że to nieetyczne i niezgodne z prawem, by pobierać opłaty za udział w rekrutacji. Inni zwracają uwagę, że instytucja zabezpiecza się przed stratą czasu i uczestnictwem w przesłuchaniach zupełnie przypadkowych ludzi.

 Jak zawsze w przypadku tak kontrowersyjnych tematów medal ma dwie strony – pracując przy rekrutacjach od wielu lat nigdy nie pobieraliśmy opłat od ludzi starających się o pracę. W czasach rynku pracownika to wręcz karkołomne, wpaść na pomysł, że ktoś starający się o pracę wpłaci nam pieniądze. Z drugiej jednak strony staramy się zrozumieć intencję instytucji kultury. Nie jest to „standardowa” rekrutacja. Na przesłuchanie do Filharmonii raczej nie trafiają osoby z ulicy.

 Najpierw warto jednak przytoczyć treść ogłoszenia, które umieszczone zostało w mediach społecznościowych instytucji kultury i lotem błyskawicy obiegło fora internetowe, Linkedin oraz portale zajmujące się rynkiem pracy:

 "Warunkiem przystąpienia do przesłuchań jest wpłacenie kaucji gotówkowej w kwocie 150,00 zł w kasie Filharmonii, najpóźniej do chwili rozpoczęcia przesłuchań. Kaucja gotówkowa podlega zwrotowi po zakończeniu przesłuchań i dokonaniu wyboru muzyka spośród zgłoszonych kandydatów, poza muzykiem wyłonionym do zatrudnienia w Filharmonii. W jego przypadku kaucja podlega zwrotowi niezwłocznie po podpisaniu umowy o pracę i przystąpieniu do pracy. W przypadku niespełnienia tych warunków kaucja ulega przepadkowi na rzecz Filharmonii"

 Należy przyznać, że ogłoszenie jest zaskakujące. Na pewno każdy może wyrobić sobie o nim zdanie: inne będzie mieć prawnik, inne związki zawodowe, a jeszcze inne rekruterzy. Przyznaje, że poza zaskoczeniem myśl, która przyszła mi do głowy czytając ten anons była taka: może w tym szaleństwie jest metoda? Może gdyby od każdego potencjalnego kandydata do pracy pobierać skromną opłatę to przychodziliby oni na umówione spotkania? Może lepiej przygotowywaliby się do rozmów kwalifikacyjnych? Może nie rezygnowaliby z ofert pracy w ostatnim momencie, kiedy ustalone zostały już niemal wszystkie formalności transferu do firmy? Możliwe, że taka właśnie myśl przyświecała Filharmonii.

 Nie mniej – obecne otoczenie gospodarcze pokazuje nam tendencję zupełnie odwrotną. To pracodawcy biją się o pracowników, a nie pracownicy o pracodawców. Szykując oferty pracy warto więc wykazać się daleko idącą empatią i zrozumieniem dla sytuacji na rynku pracy.